Gdy pierwszy raz podszedłem do tej płyty, od pierwszych dźwięków zacząłem się zastanawiać, co mi się w niej podoba.
Septymowe akordy? Melodeklamacja wokalisty? Może energiczna perkusja i nieoczywiste krzykliwe przełamania spokojnych riffów? Przy „Documentary Filmmakers” doszedłem do wniosku, że chyba niczego odkrywczego o tej płycie nie umiem powiedzieć. Bo długogrający debiut zespołu Squid, od samego początku NIE jest przyciągający. Jest płytą dziwną, męczącą – lecz tu i ówdzie serwuje nam przejścia, progresje i pętle, które intrygują i sprawiają, że chcemy przy niej zostać. Brytyjski, nerwowy, intrygujący i intuicyjny post-punk z Brighton. Przyjemność płynąca z obcowania z tą muzyką jest równie niewyjaśniona jak pochodzenie Giganta z Cerne Abbas, którego to interpretację zdaję się dostrzegać na okładce tej płyty.