Porridge Radio — Waterslide, Diving Board, Ladder to the Sky

Miałem okazję odświeżyć sobie dyskografię Spiritualized lecąc porannym lotem do Frankfurtu. Zerkałem od czasu do czasu jak świat za oknem budzi się do życia i przysypiałem do dźwięków ”Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space”.

Chciałem pisać tutaj o ich nowym wydawnictwie, które szeroko nawiązuje do tego klasycznego krążka. W mojej czerwcowej playliście trafiłem jednak ponownie na ostatni album Porridge Radio i zrozumiałem, że żeńskie slacker indie, to coś co trafia do mnie obecnie o wiele bardziej, niż sprawdzone space rockowe eskapady.

Kolejne utwory trzeciego w karierze brytyjskiej grupy krążka mijają w swoim przyjemnym nierównym tempie. Muzycy zbliżają się niebezpiecznie blisko zrzucenia wszystkiego, co leży im na sercu — w ostatnim momencie wycofują się jednak, dając słuchaczowi przestrzeń na komfortowy oddech. Zespół wpisuje się w stylistykę współczesnych alternatywnych rockowych bandów, mieszając go z krzykliwym stylem najlepszych lat Modest Mouse czy nawet wyraźnymi wpływami folku. Wszystko to dopełnione klimatem dance-punkowych brytyjskich szlagierów pierwszej dekady XX wieku sprawia znajome, ale świeże wrażenie.

Dawno żadna płyta aż tak nie wpisała się w to, co ostatnio mnie pochłania. Momentami mam wrażenie jakby Dana Margolin perfidnie zżynała z moich przemyśleń. „I want one feeling all the time / I don’t want to feel a thing” – to coś co bardzo potrzebowałem usłyszeć.

Ociosane teksty przypominające mi Florence Shaw, piłujące „Jealousy” czy wahający się głos w ”U Can Be Happy If U Want To”. To tylko kilka pierwszych z brzegu momentów, w których doświadczam pełnego zjednoczenia z ich muzyką. Ta płyta to skarb, którego nie szukałem, a odnalazłem.