Dlaczego BANKS nie wzięła mojej flagi? Jak znalazłem się na openerowym backstage’u? Jakie koncertowe doświadczenie zapadło mi w pamięci najbardziej? Dziś, w standardowym terminie Open’era, opowiadam o tych wszystkich historiach, w nawiązaniu do pięciu najważniejszych koncertów tego festiwalu.

Jeżeli pojawiłeś się tutaj, bo zaciekawiły Cię treści wizualne, o których wspominałem w #14 odcinku podcastu, to dobrze trafiłeś. Oto one:

6:15 Taki widok i przede wszystkim klimat mam w głowie, gdy pomyślę o tym koncercie czy nawet tej edycji festiwalu

10:02 Backstage sceny Here&Now po koncercie Carnival Youth w 2014 roku

 

View this post on Instagram

 

With #CarnivalYouth at #opener2014

A post shared by Bogumił Bęzel (@bogusjestsuper) on

11:50 To my z zespołem Eric Shoves Them in His Pockets. Naprawdę!

20:23 Crowd surfing na koncercie LCD Soundsystem w 2016 roku

View this post on Instagram

 

the best moments of my life (my dream has just come true) ☺️??? #lcdsoundsystem #opener2016

A post shared by Bogumił Bęzel (@bogusjestsuper) on

23:38 Nick Cave na wyciągnięcie ręki – więcej o tym koncercie napisałem w podsumowaniu Open’era 2018

 

View this post on Instagram

 

#nickcave #badseedsontour #opener2018 #35mm

A post shared by Bogumił Bęzel (@bogusjestsuper) on

 

Poniższe rozważania są transkrypcją #13 odcinka mojego podcastu. Do odsłuchania we wszystkich popularnych serwisach streamingowychJeżeli słuchałeś ich w wersji audio, to dalej w tym wpisie nic nowego już nie znajdziesz 🙂

 

***

Dlaczego kocham Open’era?

Przed nami smutne dni, bo w tym tygodniu odbywałby się przez wielu kochany i nienawidzony festiwal Opener. Wszyscy byśmy biegali po polak lotniska w Kosakowie, jedli burgery z food trucków i popijali je rozwodnionym piwem i tak na prawdę świetnie się bawili. A zamiast tego siedzimy w domu i pracy, wychodzimy ewentualnie na jakieś domówki czy imprezy w klubokawiarniach i ten letni klimat festiwali gdzieś nam umknął.

Jest to trochę smutne, ale z drugiej strony przecież gorsze rzeczy się na świecie dzieją. I to, że nie pójdziemy na kilka koncertów z punktu widzenia konsumenta nie jest aż tak bolesne – bardziej cierpi branża muzyczna, która utraciła możliwość organizowania koncertów w pełnym wymiarze tak jak to przez dziesięciolecia się działo. Także jest to sytuacja precedensowa – smutna dla nas wszystkich i może dobry moment, żeby powiedzieć dlaczego kocham Open’era.

Bo za co kocham w ogóle koncerty/festiwale to może innym razem, choć to co dzisiaj powiem też się w sobie oczywiście zawiera. Ale z racji, że rok temu o tej porze bawiłem się akurat niezbyt świetnie, bo ostatnia edycja była zdecydowanie najgorszą na jakiej byłem, ale dopiero teraz wiem, że dobrze zrobiłem kupując wtedy karnet, bo mój głód festiwalowy jest dzisiaj chociaż odrobinę mniejszy i wiele bym dał, żeby dzisiaj wyjść z domu i pójść na festiwal o takim lineupie jak Open’er Festival 2019.

Przygotowując dzisiaj mój typowo studencki posiłek czyli makaron z keczupem, słuchałem sobie i w sumie oglądałem jednym okiem retransmisji koncertu CKOD z poprzedniego roku – i w sumie był to jeden z lepszych koncertów na jakich wtedy byłem i mimo to mocno zatęskniłem za tamtym klimatem.

Wiele bym teraz dał, żeby poskakać w tłumie pod główną sceną w deszczu. Z większym rozrzewnienie niż zwykle wspominam teraz wszystkie edycje na których byłem.

Także dziś opowiem, o 5 koncertach, które uważam za najważniejsze w mojej Openerowej historii.

1. Arctic Monkeys – 2013

Jakoś zapadł mi ten koncert w pamięci, może nie dlatego, że był jakiś wybitny, bo Arctic Monkeys nie grają może świetnych koncertów. Ale był to mój pierwszy festiwal i pierwszy Opener. Bardzo chciałem zobaczyć Johna Greenwooda ze Stevem Reichem, Kings of Leon, Crystal Castles i właśnie Arctic Monkeys. Miałem wtedy w pamięci to, że rok wcześniej ominęło mnie New Order, którego do dziś nie zobaczyłem i mam nadzieje, ze to sie jak najszybciej zmieni. Jeszcze The Ting Tings, jeden z pierwszych zespołów indie, jakie słuchałem. Miałem to w pamięci i nie chciał ominąć kolejnych zespołów, którzy grali tak naprawdę w moim mieście.

No a potem w 2013, gdy zobaczyłem ogłoszone nazwiska, stwierdziłem, że dość tego i w końcu muszę pójść. Na szczęście mi się udało, dzięki wspaniałomyślności mojego kuzyna, który mnie wtedy przygarnął – jeżeli Tomku teraz tego słuchasz to bardzo serdecznie cię pozdrawiam – była to dla mnie naprawde wielka rzecz, pojsc na Openera pierwszy raz w życiu, otaczać się ekipą starszą ode mnie, która przygarnęła takiego szczyla 15 letniego i traktowała jak równego sobie. Były dla mnie naprawde niezwykle 4 dni – cieszę się, że zobaczyłem te koncerty i że poczułem klimat tego festiwalu, wtedy jeszcze pod patronatem Heinekena. Bo potem w 2014 przestał on być partnerem tytularnym i na open’erze troche sie pozmienialo, dlatego cieszę się, że doświadczyłem jeszcze tego klimatu starego Open’era.

No dobra ale wracając do tego koncertu. No dobrze, Heineken Open’er Festival 2013, 4 lipca, drugi dzień festiwalu, scena główna, 22:00 i Arctic Monkeys. Jak oni grają koncerty to kazdy wie, mi za bardzo nie prpypada do gust to w jakiś sposób to robią, nie są dla mnie zbyt angażujący ale wtedy było to dla mnie duże przeżycie. Na mainie wtedy wydawalo mi sie, ze jest bardzo duży tłum i może faktycznie był. Było to też przede wszystkim duże przeżycie zeby posluchac na zywo wszystkich ich hitów oraz wtedy nowych singli z płyty AM, która miała się dopiero ukazać. Pamiętam jak się przedzieramy cała ekipa pod scenę, bo chyba wracaliśmy z innego koncertu, światła były już przyciemnione, na scenie świecił się ten neon a może bardziej kaseton w kształcie liter A i M. Ten obrazek pamiętam – jak się tak przedzieramy przez grupę ludzi a potem jak koncert się zaczął, to ten tłum przed nami zaczął nas zgniatać.

To jest to specyficzne zjawisko, którego nigdy nie rozumiem. W którym osoby będące w pierwszych rzedach pod scena w trakcie pierwszej piosenki dochodza do wniosku, że dla nich jednak jest to za duży nacisk i muszą się wycofać. I gdy te osoby wychodzą z tych pierwszy rzędów robi się taka fala, która napiera na tył. Niezbyt przyjemne, teraz na festiwalach pojawia się na telebimach ostrzeżenie, że jest zbyt duży tłum i aby zrobić krok w tył i nie napierać na osoby znajdujące się za i przede wszystkim przed nami, które są zgniatane. Brakuje mi tego, bardzo mi tego brakuje. Nawet takich nieprzyjemnych sytuacji jak ścisk przed koncertem.

Wracając do koncertu, to nie pamiętam za dużo co tam się dokładnie wydarzyło i co oni grali. Wiem, że nie było na pewno Riot Van, bo bardzo lubię ten kawałek. Mam w pamięci ten obrazek tego gdzie staliśmy, tak od lewej strony, jak ta scena wyglądała, taki wczesny zmrok, jeszcze jakieś ostatnie pomarańczowe odbicia słońca za horyzontem, tłum ludzi dookoła.

Wiele było wtedy dobrych koncertów, ale jakoś to Arctic Monkeys szczególnie chciałem zobaczyć, mialem takie przeświadczenie, ze jak nie zobaczę ich na żywo to znienawidzę ich muzykę, że bardzo mi ona zbrzydnie i nie bede chciał juz do niej wracać. I coś w tym jest. Jest jakaś taka socjologiczna zasada, że jak coś na co bardzo czekaliśmy czy bardzo chcielibyśmy zobaczyć nam umknie, to potem z większym bólem i smutkiem do tego wracamy.

Musiałem ten rok 2013 poruszyć, bo było to dla mnie wielkie przeżycie zadebiutować na takim wielkim festiwalu, jeszcze wtedy musiałem specjalnie wrócić trochę wcześniej z wakacji. No wielkie to było dla mnie wydarzenie.

2. Carnival Youth – 2014

Kolejnym koncertem, który chyba bym wyróżnił, to koncert z 2014, czyli tylko rok później i występ zespołu Carnival Youth.

Nie było to dla mnie może jakieś wielkie wydarzenie, bo ten koncert odbył się na scenie, która nazywała się wtedy Here&Now Stage i była sceną pod gołym niebem – w miejscu gdzie teraz stoi Alter Stage czyli namiot między Majem a Tentem. 

I tam grało właśnie Carnival Youth czyli Łotewski zespół indie rockowy. Poszliśmy tam pamiętam, bo ktoś z naszej ekipy w autobusie rzucił, że słuchajcie biegniemy szybko na Here&Now, bo tam grają takie chłopaki z Łotwy. Gdzieś ich znaleźli przy okazji kolejnych ogłoszeń festiwalowych i spodobała im się ich muzyka. Ja nic o nich nie wiedziałem, no ale poszedłem za tą rekomendacją.

Wiele osób tam nie było, stanęliśmy bez problemu pod barierkami z prawej strony, ktoś tam od nas dwa kroki w tył usiadł na kocyku i tak słuchaliśmy sobie na spokojnie ich muzyki. A ta zdecydowania wpadła mi w ucho. Muszę przyznać, że było to coś świeżego i bardzo mi się ten koncert podobał. Panowie zagrali chyba wszystkie swoje kawałki jakie wtedy mieli, bo ich debiutancka płyta No clouds allowed wyszła dopiero w październiku 2014 roku, czyli już po festiwalu. I bardzo miło wspominam ten koncert. A co jest w nim takiego ciekawego i w sumie dlaczego go tutaj wyróżniłem, to oprócz tego, ze Carnival Youth zagościło w moim repertuarze po ten Open’erze na długo i ukształtowało mnie i to czego zacząłem potem słuchać.   

To oprócz tego, ciekawe było to, że po tym koncercie znalazłem się na backstage’u operowy cm. Chyba tylko raz znalazłem się na backstage’u jakiejkolwiek sceny operowej i było to właśnie wtedy w 2014 roku, bo koncercie Carnival Youth. 

Faktycznie pod tą sceną nie było zbyt wielu osób i możliwe, że nasza silna grupa pod wezwaniem stojąca pod barierkami i dobrze bawi się do ich muzyki rzuciła im się w oczy. I sytuacja wyglądała tak, że po ich występie udaliśmy się pod takie barierki z boku sceny żeby im pomachać, a oni podeszli razem z ich menadżerką i ona niespodziewanie wskazała na kilka ludzi, w tym kilku moich znajomych i na końcu pokazała na mnie i powiedziała, że “jeszcze, jeszcze ten”. Pamiętam, wtedy, że bardzo jej podziękowałem i nawet jak uściskałem – śmieszne to było, a teraz pewnie bym to uznał za cringeowe. I wpuściła nas na ten backstage. 

Ja tam za bardzo nie wiedziałem kim oni są, bo na tym koncercie znalazłem się tak naprawdę przez przypadek. Atmosfera była dosyć niezręczna, bo nikt ani my, ani oni nie wiedzieli co za bardzo powiedzieć. Nikto nie wiedział o co spytać, więc skończyło się na kilku słowach typu “dobry koncert”. Ale przede wszystkim zrobiliśmy sobie tą całą grupą szczęśliwców wpuszczoną w te kuluary zdjęcie. Na załączonym obrazku możecie zobaczyć jak wtedy śmiesznie wyglądałem.

 

View this post on Instagram

 

With #CarnivalYouth at #opener2014

A post shared by Bogumił Bęzel (@bogusjestsuper) on

Bardzo dobrze wspominam ten koncert i tylko potwierdza on to, że festiwale stwarzają wiele okazji na poznanie muzyki, na którą pewnie nigdy byśmy nie trafili. I od tego Open’era regularnie słucham muzyki Carnival Youth i są pierwszą rzeczą jaką poruszam gdy poznaję kogoś z Łotwy. I rzeczywiście są tam dość popularni, bo wszyscy Łotysze jakich znam, znają również ich muzykę 🙂

I chyba a propos tego koncertu Carnival Youth muszę też wspomnieć o innym koncercie, na który doprowadziła mnie ta sama grupa znajomych podczas tej samej edycji festiwalu. I to jest chyba naprawdę jeden z najważniejszych koncertów w moim życiu.

Ktoś tam po prostu, rzucił – dawajcie jutro pojedziemy wcześniej, bo o 15 w Temacie gra fajny zespół, 3 chłopaków na gitarach, maja śmieszna długą nazwę. Dawajcie jedziemy tam i zobaczymy co mają ciekawego do pokazania. I bardzo się cieszę, że pojechałam wtedy z nimi, bo ten zespoł naprawde mocno ukształtował to czego pozniej zaczalem sluchac i w jakim kierunku potoczy się moja kariera jako gitarzysta, bo to jaką muzykę piszę mocno koresponduje z wpływami jakie tych trzech panów reprezentuje. A mowa o zespole Eric Shoves Them In His Pockets i koncert na Open’erze w roku 2014.

3. Eric Shoves Them In His Pockets – 2014

Niesamowicie mnie ukształtował w poszukiwaniu brzmienia, swojego własnego stylu, jestem niezwykle wdzięczny losowi, że ich wtedy poznałem. Potem jeszcze krótko po tym Open’erze widziałem ich w Sopocie, chyba nawet na otwarciu klubokawiarni Dwie Zmiany. Zamieniliśmy nawet kilka slow, podpisali nam płyty i zrobiliśmy sobie nieostre zdjęcie.

Dwie Zmiany (2015)

Szkoda, że jakoś mniej o nich ostatnio. Od ostatniej płyty minęły już trzy lata i mam nadzieje, że ten 4 letni interwał między Walk it off oraz With love zostanie zachowany i w przyszłym roku doczekamy się może chociaż epki. Bo jest to na pewno jedne z moich ulubionych polskich zespołów.

Więc rok 2014 to dwie bardzo wielkie niespodzianki, bo nic o tych zespołach nie wiedziałem i o ile zawsze robię dość pogłębiony research line upu, to nie wiem co się stało, że akurat o tych dwóch kapelach nie wiedziałem nic. Chyba było po prostu tak, że ten lineup wtedy był naprawdę bardzo bogaty i nie było już czasu, żeby gdzieś po mniejszych koncertach chodzić. Tylko przypomnę kto wtedy grał: czterech headlinerów czyli The Black Keys, Pearl Jam, Jack White i Faith No More. Do dużo bardzo dobrej alternatywy, która wtedy jakoś korespondowała z moimi upodobaniami czyli m.in. BANKS – też pamiętam bardzo dobrze jak biegłem z Jacka White’a po Seven Nation Army, jeszcze chyba jakieś ostatnie dźwięki Seven Nation Army wybrzmiewały a ja biegłem z latarką żeby nie skręcić sobie kostki, bo każdy kto był na Open’erze, to wie, że jak się biegnie w nocy z Maina na Tanta, to łatwo o skręcenie kostki, przez to jak ta ziemia tam jest nierówna. Także z latarką w ręku biegłem na ten koncert BANKS i tam od razu dostrzegłem pod sceną moich znajomych, którzy zaczęli od razu do mnie krzyczeć, „Tutaj! Tutaj!” i mam do nich podejść, i przepchałem się do drugiego rzędu. Super to był koncert, ale mocno trzeszczało, nie był zbyt dobrze nagłośniony przynajmniej w tych pierwszych rzędach. Wtedy dużo słuchałem tej wokalistki i bardzo czekałem na ten występ. Pamiętam, że kupiłem nawet specjalnie na ten koncert flagę Polski i chciałem, żeby Jillian ją wzięła na scenę, ale nie udało się niestety. Dość statycznie cały czas stała w pośrodku sceny i tylko raz zeszła na dół do fanów, ale przeszła tylko przez alejkę po środku i nie podeszła do nas. A szkoda, bo myślę, że widziała, jak machamy tą flagą.

Od tamtego czasu polacy nie mogą się doczekać aż BANKS do nas wróci. Miała być rok temu na Kraków Live, ale musiała ten koncert odwołać ze względów zdrowotnych, a teraz w 2020 roku na Openera nie przyjedzie, bo nie ma Open’era. Oby przebookować to na kolejną edycję, bo fanclub wiem, że bardzo tęskni. Może w sumie jako prekursor akcji koncertowych na jej koncertach w Polsce powinienem się w działanie tego fanklubu włączyć?

4. LCD Soundsystem – 2016

Kolejny koncert, ktory uwazam za ikoniczny w mojej karierze, to chronologicznie dwa lata później czyli rok 2016 i koncert grupy LCD Soundsystem.

No muszę przyznać, że też znowu wielkie zaskoczenie. Znowu wielkie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się niczego po tym koncercie. Nie wiedziałem tak naprawdę co LCD Soundsystem sobą reprezentuje, nazwa gdzieś dzwoniła, ale nie wiedziałem w którym kościele, nie byłem w stanie skojarzyć nawet jaki rodzaj muzyki grają ale coś mnie na ten koncert pociągnęło. Nie wiem czy sms od znajomych, żebym tam akurat się kierował czy jakaś tajemnicza siła ale cieszę się, że tam jednak dotarłem, bo był to chyba najlepszy koncert na jakim w życiu byłem.

To jest właśnie fajne w festiwalach i jednak to jest u mnie chyba jakaś reguła, że te koncerty, o których mniej myślałem i nie nastawiałem się na nie w żaden sposób – one wypadają najlepiej i świetnie się na nich bawię.

Pamiętam, że wracałem wtedy chyba z jakiegoś innego koncertu z moim bratem, on został na Alter Stage gdzie miał grać Vince Staples, a ja poszedłem na taktyczne siku, kupiłem kolejne piwo i pobiegłem na ten Main Stage w międzyczasie wypijając je oczywiście.

No i dotarłem tam opóźniony o dwa czy trzy utwory, ale w mig udało mi się wmieszać w tłum, bo publika ewidentnie tam trzymała poziom. I w ciągu kilku minut znalazłem się w epicentrum dobrej zabawy, wśród moich znajomych, których wcześniej gdzieś zgubiłem. Naprawdę było to niesamowite elektroniczne pogo, na scenie James Murphy dający prawdziwy spektakl, coś niesamowitego, jeden z lepszych koncertów na jakich w życiu byłem. Tak jak mówiłem – zero oczekiwań, nigdy nie byłem fanem LCD, ale nie dlatego, że ich nie lubiłem, tylko po prostu ich nie znałem.

Tylko przelotnie kojarzyłem, że są dość legendarną grupą, ale nie wiedziałem nawet jaki gatunek reprezentują i co grają. A bawiłem się naprawdę przednio – takie pogo elektroniczne to jest coś, co ja chyba najbardziej lubię, bo nie jest takie agresywne w porównaniu do tego klasycznego metalowego pogo, w którym regularne naparzanie się jest czymś normalnym. Pogo hiphopowe jest jeszcze taki pomiędzy, ale też bliżej mu do tego moshpitowego bicia się. A w alternatywnym elektronicznym pogo wszyscy skaczą w rytm muzyki, tak naprawdę w miejscu – odbijając się lekko od siebie. No naprawdę niesamowity klimat. Pamiętam było tam też wtedy sporo zagranicznych fanów, chyba z Wielkiej Brytanii, bo fanbase LCD jest tutaj dosyć spory, a też polskie festiwale są dla wyspiarzy niezwykle atrakcyjne ze względu przede wszystkim na współczynnik ilość litrów polskiego piwa, które można kupić za 1 funta.

Razem sobie skakaliśmy, wiele osób bez koszulek, niesamowity klimat. No i przede wszystkim moja pierwsza w życiu koncertowa fala, na której popłynąłem. Pamiętam na finale koncertu, podczas ostatniego już utworu, którym było wtedy All my friends, jeden z moich kumpli podrzuciłem nie wtedy na falę. Nie wiem co się wtedy stało, że jakiś taki wtedy klimat złapaliśmy ale po prostu kumpel się do mnie odwrócił – pozdrawiam cię Herysz jeśli tego słuchasz – w ogóle to on chyba do mnie wtedy napisał, żebym wbijał szybko na ten koncert i, że znajdę go po tej prawej stronie tłumu i niewątpliwie była to jedna z moich lepszych festiwalowych decyzji. No i zrozumieliśmy się bez słów – podrzucił mnie do góry, niesamowite uczucie – jedno z piękniejszych koncertowych przeżyć, niesamowita sprawa. Kolejnego dnia na koncercie At the drive in też szukałem okazji, żeby tylko tego doświadczyć i udało mi się przy One-armed scissors na falę się wzbić i nie było to już tak emocjonujące i tak satysfakcjonujące jak za pierwszym razem. 

Także jak się domyślacie od 2016 roku fanem LCD Soundsystem oczywiście jestem. Nie wiem czy nie jest to najlepszy koncert na jakim kiedykolwiek byłem – ale na pewno w tej hierarchii jest bardzo wysoko. Jest na youtubie nagranie z tego koncertu i w ostatnich minutach All my friends jest takie 2-3 sekundowe ujęcie na scenę i publikę – i wydaje mi się, że widać mnie tam jak na tej fali płynę, bo widać tam w oddali osobę, która jest przez tłum niesiona i miejsce, czas oraz poza by się zgadzały. 

Bo wyjąłem wtedy telefon, może nie jest to zbyt dobra rekomendacja, bo generalnie jestem przeciwnikiem nagrywania przesadnie koncertów, ale nie wiem czy mam jakiekolwiek inne zdjęcie czy filmik z tego koncertu, bo naprawdę było tam bardzo duszno, bardzo ciasno, wszyscy skakali i nie było czasu, żeby cokolwiek nagrywać i nawet nikt o tym nie myślał, bo zabawa była tak dobra. Do dziś pamiętam, że prawie nie widziałem tam sceny, bo wszyscy tak skakali. 

Ale jakoś coś mnie tak tchnęło i stwierdziłem, że jeśli zaraz będę wyrzucony na falę, to biorę szybko telefon, włączyłem przednią kamerkę z nagrywaniem i wypchnęli mnie na tę falę. W jednej ręce trzymałem telefon, w drugiej work z bluzą i dokumentami. Jedną ręką się łapałem za ten brzuch, żeby nie zgubić tych rzeczy, a drugą rękę miałem tak wyciągniętą do góry i nagrywałem siebie tak naprawdę jak się potem okazało 🙂

 

View this post on Instagram

 

the best moments of my life (my dream has just come true) ☺️??? #lcdsoundsystem #opener2016

A post shared by Bogumił Bęzel (@bogusjestsuper) on

No niesamowite przeżycie i jak oglądałem teraz zapis tego całego koncertu, to aż łezka mi się w oku zakręciła, tym bardziej, że w tym roku nie doświadczę nawet namiastki tego klimatu.

Niesamowity to był Open’er, w ogóle 2016 rok jakoś dobrze wspominam, dobra była wtedy pogoda – bo ostatnie lata 17, 18, 19 to były takie dość w kratkę – jeśli w ogóle nie deszczowe. No w tym 2016 naprawdę towarzyszyła nam dobra pogoda, niezwykle ciepłe noce wtedy były – i ten niezwykły klimat kiedy koncert kończy się o drugiej w nocy na mainie, wychodzi się z tego maina, wszyscy tacy podekscytowani świetnym koncertem, wtedy jeszcze taka młodzieńcza nastoletnia sila, ktora mam nadzieje jeszcze mnie nie opuściła, rozwodnione piwo w tym 2016 roku smakowało naprawdę jak nigdy, no i ten zapach ciepłych nocy, pola festiwalowego, tłumu pod sceną – na prawdę bardzo dobrze to wspominam i oby to szybko wróciło, bo koncerty z reżimem sanitarnym są jednak ogromną stratą. Bo to co w koncertach jest najciekawsze to ten tłum, ścisk, skakanie razem bark w bark.

Mam nadzieję, że już za rok będziemy mogli biegać od Main’a do Alter’a i narzekać na słabe lineupy festiwalowe i rozwodnione piwo.

5. Nick Cave & The Bad Seeds – 2018

Kolejny i ostatni już koncert, który chciałbym wyróżnić to Nick Cave & The Bad Seeds i jego koncert z 2018 roku. Jest to chyba ostatni Openerowy występ, który zapadł mi jakoś szczególniej w pamięci. Niósł wiele wartości muzycznej i scenicznej przede wszystkim. No Nick Cave jest znany z tego, że perfekcyjnie prowadzi swoje koncerty. Znany przede wszystkim ze swoich świetnych płyt, ta muzyka sama się broni – a występy na żywo jeszcze ją nawet uwypuklają.

Pamiętam, że byłem tylko zawiedziony, że nie był on wrzucony o slot później, bo wolałem, żeby Nick Cave grał ten koncert pod osłoną nocy, ale jednak świetnie wypadł także podczas tej Openerowej złotej godziny, w blasku pięknego wtedy zachodu słońca. Myślałem, że to trochę odbierze aurze całego koncertu, ale muszę powiedzieć, że pozytywnie się zaskoczyłem. Wypadło to nadzwyczaj dobrze. 

Co ciekawe widziałem Nicka Cave’a na moim pierwszy openerze w 2013 roku, jeszcze dość  nieświadomie go wtedy odbierałem, pamiętam że staliśmy byłem wtedy już srogo wymęczony, bo Nick Cave zamykał wtedy Main Stage, co ciekawe po Arctic Monkeys. A 5 lat później w 2018 roku na tym samej scenie grał … przed Arctic Monkeys 🙂

Wtedy nie uczestniczyłem w nim tak aktywnie, bo staliśmy gdzieś trochę z tyłu i z oddali się mu przyglądaliśmy, ale robił on wtedy wrażenie. Ja nie rozumiałem wtedy jeszcze wiele z tej muzyki, może do końca do mnie nie trafiała – nie wiedziałem dlaczego to jest takie dobre. A później gdy muzykę zacząłem więcej eksplorować, do 2018 roku byłem już w bardziej świadomy jeśli chodzi o odbiór sztuki i Nick Cave był dla mnie wtedy już artystą wybitnym. Dlatego też bardzo cieszyłem się na ten koncert i nie zawiodłem się. Był to bardzo dobry występ. Szerzej pisałem o nim we wpisie podsumowującym tamtą edycję festiwalu.