Wiele osób różnie wypowiadało się na temat tego projektu. Może dlatego, że Filip i Kuba to specyficzni artyści i albo się ich kocha, albo nienawidzi? A może dlatego, że krytyka tak znanych osób jest po prostu poczytna?

Nie ma co ukrywać. Każdy wie, że lubię Taco Hemingwaya. Niedługo zabraknie mi palców w obu rękach, żeby policzyć ile razy widziałem go na żywo. Opinie są różne, ale ja zawsze wyczekuję nowych wydawnictw i sprawdzam je z wielką przyjemnością. Ale to temat na osobny elaborat.

Moja relacja z Quebo nie była taka łatwa i przyjemna. Moja pierwsza styczność z jego twórczością to 2013 rok i Płyta Roku. Wspólny projekt Quebonafide i Eripe, który mimo dość agresywnych treści przypadł mi do gustu. Płyta wpadła w moje ręce głównie ze względu na Eripe, ale Kuba zaimponował mi swoimi zwrotkami i nienaganną techniką. Inteligentnymi follow-upami i imponującymi przyspieszeniami. Straciłem zainteresowanie tym raperem, gdy ten wszedł do głównego nurtu albumem pod tytułem Ezoteryka. Nie odpowiadała mi tematyka utworów i nowy profil “przeciętnego słuchacza” Quebonafide. Na szczęście Egzotyką zostałem kupiony na tyle, że zacząłem Kubę po prostu lubić.

quebonafide-stage-diving

Gdy z mediów społecznościowych dowiedziałem się, że Taco i Quebo realizują razem wspólny projekt bardzo się ucieszyłem. Mieszanka wybuchowa – od razu było wiadomo, że projekt odniesie sukces. Wiedząc z autopsji jak szybko sprzedawały się bilety na solowe koncerty Taco, zaklepałem sobie miejsce na Ergo Arenie 5 minut po ogłoszeniu koncertu i spokojnie czekałem na premierę płyty. Znane były wtedy chyba tylko dwa single, ale projekt zapowiadał się ciekawie.

Art-B przyjąłem jako dobry utwór. Nie ekscytowałem się przedwcześnie, ale od razu zainteresowała mnie formuła albumu. Ostatni wers sugerował połączenie z kolejnym nagraniem, a ja przyzwyczajony ciekawymi pomysłami Filipa z jego solowych albumów, siłą rzeczy pomyślałem o albumie koncepcyjnym. Taka opcja była mało prawdopodobna, ale Art-B logicznie łączy się z kolejnym utworem, co bardzo mi się podoba. Swoją drogą, Ekodiesel to jeden z moich ulubionych kawałków z tej płyty. Melodyjne zwrotki i przyjemne śpiewane refreny, przy których lubię sobie pomachać rękami jakbym był samolotem. Już wrzuciłem sobie go do “samochodowej playlisty”. Szkoda tylko, że w BP leję benzynę zamiast diesla.

taco-tanczy

Przy Ekodieslu lubię tańczyć tak jak Taco na tym zdjęciu

Generalnie cała płyta bardzo mi odpowiada. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to może najambitniejszy projekt jaki kiedykolwiek powstał. Rozumiem też, że „Taconafide” miało po prostu obydwu raperom przynieść zysk. Ale co z tego? Nie ma tam lokowania produktu w co drugim utworze. Panowie po prostu wykorzystali swoją popularność i stworzyli przyjemny album z uniwersalnymi treściami, którym wykręcili pierwsze miejsce na OLIS i wyprzedali 7 hal widowiskowo-sportowych na terenie całego kraju. Ja nie widzę w tym niczego zdrożnego.

Remixy na epce “0,25 mg” to takie średnie uzupełnienie tracklisty. Goście wypadli relatywnie słabo. Najbardziej czekałem na Dawida Podsiadło w Tamagotchi, ale niestety też się zawiodłem. Najlepiej ze wszystkich featuringów zaprezentował się Bedoes. Leonardo, Benevento i Outro jak najbardziej na plus, ale to pełnowartościowe utwory – odrzuty, które nie znalazły się na głównym albumie. Sporo się mówiło o instrumentalu Kryptowalut, ale nie za bardzo mnie takie spekulacje interesują. Taconafide mi siada, a Meek Mill nie. To chociaż fajny podkład się nie zmarnował 😉

taco-quebonafide

Nie pamiętam kiedy ostatnio poszedłem na koncert 4 godziny przed planowanym startem. Generalnie było warto, ponieważ miejsca mieliśmy bardzo dobre. A przecież to, gdzie się stoi na koncercie, znacząco wpływa na jego odbiór. Widziałem fragmenty z Warszawy i nie za bardzo podobał mi się pomysł wprowadzenia do zespołu hypemana Quebo – Krzysztofa. Pod filmikami na youtube padało sporo niewybrednych wypowiedzi na ten temat, więc wnioskuję, że był to pewien problem. Quebonafide widziałem na żywo już dwa razy i wiem ile wartości wnosi „KrzyKrzystof”, ale tutaj taka ingerencja nie wydaje mi się potrzebna. Nie wiem jak dokładnie było na innych koncertach, ale na Ergo Arenie balans zachowany był bardzo rozsądnie. Krzysztof pojawił się głównie podczas solowych utworów Quebonafide i pomógł trochę przy końcówce koncertu. Przede wszystkim nie było to nachalne, a o to się najbardziej obawiałem. Uważam, że jest to projekt Taco Hemingwaya i Quebonafide. Panowie dobrze się uzupełniają i hypeman w tym przypadku jest osobą zwyczajnie zbędną.

Sam koncert to jedna wielka energia – od początku do końca. To co wydarzyło się na granicy Gdańska i Sopotu zapamiętam na długo. Zdecydowanie “top 3” rapowych koncertów, na jakich byłem w ostatnich latach. Powiedziałem tak tuż po samym koncercie – i podtrzymuje to teraz, gdy emocje już opadły. Set złożony z 24 utworów, wyprzedana hala, miejsce blisko sceny. Bawiłem się świetnie. Mimo wszystko ostatni utwór przyjąłem z ulgą. Gaszenie pragnienia złotym trunkiem przed koncertem, to nie jest chyba najlepszy pomysł.