Mamy swoich ukochanych artystów, ulubione albumy czy nawet playlisty przygotowane na każdą okazję. Mimo to cały czas potrzebujemy świeżej dawki muzyki. I dobrze. Źle by było gdybyśmy nie potrzebowali. Tyle coraz to nowych projektów wokół nas. A przecież tyle też jeszcze nieodkrytych perełek z poprzednich dekad. Tylko jak tu do tego wszystkiego dotrzeć. Pomogę Ci dzisiaj na cztery sposoby. Może oczywiste, ale jak często świadomie z nich korzystasz?

Zwykle największe perełki odkryjesz zupełnym przypadkiem. W momentach, których w ogóle się nie spodziewasz. Generalnie w czasie, w którym powinieneś robić coś zupełnie innego – zwykle ważniejszego. Polecam pisanie referatów czy naukę do egzaminów.

A więc, jak odkrywać muzykę, nie ruszając się z fotela?

1. Zacznij od streamingu

Po prostu go używaj. Spotify to potężne narzędzie, które jak na tacy wykłada nam multum ciekawych propozycji. Przede wszystkim playlisty podzielone ze względu na gatunek muzyki, nastrój, porę roku czy to, co akurat jesz na obiad. Nie mówcie mi, że nigdy nie wyszukiwaliście Italian dinner music czy Family dinner party. Wiele z nich stworzona jest przez Spotify, część przez użytkowników. Obydwie opcje są jak najbardziej słuszne i potrafią dostarczyć dużo nowej muzyki. Tidal pod tym względem mocno kuleje, chociaż ostatnio trochę wstaje z kolan. Pod względem eksplorowania nowej muzyki żaden streaming nie umywa się do Spotify.

2. Nie skreślaj YouTube’a

YouTube wciąż jest potężnym narzędziem wykorzystywanym, w mniej lub bardziej legalny sposób, do udostępniania muzyki. Ma też coś czego nie znajdziesz w streamingu, czyli komentarze. W tym przypadku to one będą kopalnią inspiracji. Zwykle w bardzo różny sposób oceniają dany utwór lub album. Wśród takich opinii znajdują się często porównania do innych twórców. Do innych twórców, których możesz jeszcze nie znać.

Powiem Wam jak to wygląda w praktyce.

Pewnego dnia buszowałem sobie po Spotify (karta Odkryj). W sekcji Top Rekomendacje dla Ciebie kliknąłem w jakiś album, ponieważ zaintrygowała mnie okładka. Sprawdziłem artystę i okazało się, że jest to bardzo fajny chillowo-jazzowy projekt. Przesłuchałem całość i wyszukałem ulubiony kawałek na youtube. Poczytałem komentarze i zająłem się czymś innym. Przerzuciło mnie na jakiś przyjemny zespół. Pomyślałem sobie: „kurczę, trochę Mac DeMarco”, zjechałem w komentarze i widzę:

Słyszeliście o Homeshake? Możliwe, że tak – ale ja nie 😉

Jeżeli słuchasz czegoś na youtube, zaszalej. Pozwól autoodtwarzaniu podrzucić Ci kolejny kawałek. Właśnie w taki sposób odkryłem projekt Petera Sagara.

Jeszcze jedno. Klikanie w proponowane filmy w panelu po prawej to już tak stary sposób, że nie warto chyba nawet o nim wspominać. W taki sposób przed laty eksplorowałem twórczość między innymi Arctic Monkeys.

3. Okładka ma znaczenie

Nie bój się wybrać danego albumu czy artysty, bo podoba Ci się okładka lub zdjęcie samego muzyka. Nie musisz być wielkim estetą, żebyś uznał coś za wizualnie ciekawe. Często klikam w jakiś album, bo podoba mi się okładka. Gdy masz 4 płyty koło siebie, żadnej z nich nie znasz, a nazwisko artysty mówi Ci tyle co skład zupki chińskiej, musisz jakoś podjąć decyzję. Wszystkich nie dasz rady sprawdzić. A jeżeli nawet chcesz podjąć taka próbę, to od czegoś i tak musisz zacząć 😉 Zaufaj mi i po prostu klikaj w te albumy, których okładki Ci się podobają. Gdy jesteś w sklepie z płytami, to przecież pierwsze podnosisz te, które wpadną Ci w oko.

4. Słuchaj radia!

Ja słucham głównie Programu Trzeciego Polskiego Radia. Dlaczego? Na pewno dlatego, że na tej stacji się wychowałem. Dżingle do tej pory przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Pamiętam jak w pierwszych klasach szkoły podstawowej odrabiałem lekcje w kuchni, mama przygotowywała obiad, a w radiu leciała Powtórka z rozrywki. Do dziś gdy słyszę dźwięki czołówki, zapraszamy do reklamy czy nawet sygnału czasu, to przenoszę się do rodzinnego domu czy samochodu – czyli tam gdzie dźwięki Trójki najczęściej wybrzmiewały. O czołówce Listy Przebojów już nawet nie wspominam.

Mimo tych wszystkich wspomnień, ta stacja po prostu oferuje mi najwięcej. Mają bardzo dobrych redaktorów i wiele ciekawych audycji, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Dobry punkt wyjścia na eksplorowanie muzyki w różnych kierunkach. Jest tam miejsce na klasykę, jak i nowości. Wszystko w ciekawym i dość alternatywnym wydaniu. Bardzo polecam, jako jeden z przystanków na szlaku muzycznej przygody. Oprócz muzyki sporo slotów zajmuje też publicystyka, co nie każdemu się spodoba. Osobiście lubię radio mówione.

Generalnie radio jest wciąż potężnym medium. Rozłączcie czasami bluetooth w swoim aucie i po prostu posłuchajcie radia. Polecam też zapisy audycji dostępne zwykle na stronach internetowych poszczególnych rozgłośni. Stosunkowo rzadko uda mi się trafić na ulubioną audycję w rzeczywistym czasie jej trwania, więc po prostu odtwarzam je sobie w wolnych chwilach. Coś jak podcast, tylko z muzyką. W dodatku możecie wtedy szybciej przemknąć przez utwory, które niespecjalnie Wam leżą. Czegoś takiego siłą rzeczy nie jesteście w stanie zrobić podczas audycji nadawanej na żywo. Tracicie tylko niepowtarzalny klimat, jakim niewątpliwie jest słuchanie live.

Jeżeli chodzi o konkretne audycje, to oczywiście wszystkie z Markiem Niedźwiedzkim (Markomania, LP3). Szczególnie cenię sobie również pracę dziennikarską Piotra Stelmacha (Offensywa, Myśliwiecka 3/5/7). Z innych nazwisk oczywiście Agnieszka Szydłowska (Program Alternatywny), Marcin Kydryński (Siesta) czy Piotr Metz.

Z mojej strony polecam całe Polskie Radio. Moje typy to Jedynka, Trójka i Czwórka. Chociaż jestem w stanie zrozumieć, że Złote Przeboje też mogą być jakąś tam inspiracją 😉

Jak pewnie zauważyliście wszystkie powyższe sposoby mogą łączyć się ze sobą, tworząc iście wybuchową mieszankę. Korzystajcie z nich na co dzień, razem czy osobno. Tak jak chcecie. Ważne, żebyście muzykę po prostu odkrywali.