Dzisiaj rano obudziłem się z zamiarem podzielenia się czymś ze światem. Wiedziałem, że będę miał trochę wolnego czasu pomiędzy śniadaniem, a pierwszym meczem dzisiejszej kolejki mundialu. W planach miałem zredagowanie wcześniej napisanego tekstu i opublikowanie go na blogu.

Obudziłem się dość wcześnie. Chciałem jeszcze przewrócić się na drugi bok i zdrzemnąć przynajmniej przez chwilkę, ale poczułem się głodny. Swoją drogą – też tak macie? Mogę bez problemu spać do 14, ale jeżeli wstanę wcześniej to czuje się głodny.

„A ja jestem głodzien
Ciągle głodzien”

Pomyślałem “jestem głodny”, a w głowie usłyszałem Holaka. Mam tak często z różnymi utworami i wykonawcami. Głównie takiego jednego Pana Rapera z wąsem. Ale zauważyłem, że nie jestem w tym odosobniony – więc chyba wszystko ze mną w porządku.

Jeszcze leżąc w łóżku szybko sprawdziłem ile lajków przybyło mi na instagramie i co tam nowego na fejsiku. I akurat było, bo Holak wypuścił kolejnego singla. Zanim wstałem, raz go przesłuchałem. Nie siadło.

Aha, no i byłem głodzien, a na śniadanie tak za bardzo niczego nie było. Szybko się ogarnąłem i stwierdziłem, że skoczę po jakieś pieczywo i piwo do meczu. W ogóle, to w Biedronce mają teraz San Miguel’aStojąc na przejściu dla pieszych dostałem wiadomość od mojej koleżanki, o treści: “nowy Holak – sztos”. Puściłem GTA jeszcze raz i uśmiechnąłem się sam do siebie. Już wiedziałem o czym dzisiaj napiszę.

Ej, co to za typ?

Mateusza Holaka poznałem w Walentynki 2017. Nie, że byłem z nim na randce czy coś (chociaż pewnie to by była ciekawsza historia). 14.02.17 to data premiery jego solowego albumu The Introvert. Pamiętam, że byłem wtedy najedzony gyrosem z tzatziki oraz dopchany kawą i wegańskim ciastem. Siedziałem przed komputerem i kończyłem kompletować portfolio na studia, bo deadline był chyba następnego dnia. Siedziałem w nocy nucąc sobie:

“Czasami lubię siedzieć sam i pracować
Lubię wypić kawę,

a potem coś zaprojektować”

Ci, którzy wiedzą coś więcej o mnie i moich procesach twórczych wiedzą, że Mateusz Holak jest dla mnie sporą inspiracją. Serio. Do najlepszych wniosków na temat mojego życia i tego, do czego powinienem dążyć doszedłem słuchając Niecierpliwości wracając metrem z uczelni. Przy projektowaniu również często towarzyszy mi jego muzyka.

Holak nie każdemu może się podobać. Już nie raz zostałem wyśmiany, że słucham grafomana. I coś w tym jest, bo teksty Matiego, często mogą wydawać się infantylne lub po prostu słabe.

Ale do mnie trafiają. W swojej prozaiczności i prostocie.

Kiedyś przeczytałem, że Holak swoim rapowaniem marnuje tylko dobre instrumentale. Przez jakiś czas zgadzałem się z takim osądem. Dopóki nie trafiło do mnie, że

niczego się nie nauczyłem,
ale czegoś się o sobie dowiedziałem

Szanuję go za to jak z indie rockowego frontmana stał się eksperymentującym z formą raperem. Według mnie jest naprawdę ciekawym i inspirującym muzykiem.

Muzyka Holaka przypomina mi o wielu fajnych momentach mojego życia. Znaki przenoszą mnie do beztroskiego czasu tuż przed maturą w Poznaniu. Jak mam się pożegnać do biegania spóźnionym na zajęcia. Sprawdzam do szykowania się na imprezy i popijania wina z gwinta. A Wszystkie zakazane rzeczy przypominają drogę ze stacji metra do mojego mieszkania w północnym Londynie.

 

___

fot. Łukasz Dziewic