Pod koniec tego tygodnia nastąpiła upragniona przez wszystkich fanów polskiego rapu premiera nowego albumu PRO8L3M-u. Oczekiwania po pierwszej części projektu były wygórowane – bo przecież „Art Brut” był nielegalem, którym dziś już popularny duet ukradkiem wdzierał się do rodzimej sceny rapowej. Klimat utworów z epoki i sposób w jaki Steez z Oskarem nadali im nowego wymiaru był czymś innowacyjnym – mixtapem docenianym do dziś jako jedno z najlepszych dzieł chłopaków. Album (jak mniemam przez wymogi licencyjne) niedostępny w popularnych dziś serwisach streamingowych został do nich wrzucony przez fanów jako podcast. Lepszej rekomendacji chyba nie trzeba mu wystawiać.

Single do „Art Brut 2” mocno rozbudziły apetyty. Najpierw były „Skrable” – bardzo solidny utwór odhaczający wszystkie „problemowe” zagadnienia. Narkotyki, kobiety, samochody, alkohol i pieniądze. Jednym słowem – stonks.

Kolejny singiel „Koło fortuny”, czyli otwarcie całej narracji jest idealnym teaserem albumu. Utwór w typowym dla PRO8L3M-u stylu nie częstuje nas jeszcze żadnym popowym samplem. Wstęp nadaje nam rys historyczny. Znajdujemy się w latach 90-tych, początkach kapitalizmu III RP. Nokii 3310, pierwszych teleturniejów, polskich komedii czy reklam niemieckich papierosów. Przepyszna przystawka, ale do obiadu pozostało nam jeszcze trochę poczekać.

W ostatnim singlu od pierwszej sekundy uderza nas klasyczny sampel z Martyny Jakubowicz. Jest to najszczerszy i przez to śmiem twierdzić – najcięższy utwór w karierze PRO8L3M-u.

Cały album w niezwykłym klimacie, którego każdy się raczej spodziewał. Dla niektórych może trochę monotematyczny PRO8L3M odkrył teraz więcej treści. Oskar swoimi historiami prowadzi nas przez całą ostatnią dekadę XX wieku.

W „Kole fortuny” podsłuchujemy dyskusję o plusach i minusach przemiany ustrojowej oraz znieczulamy się rozcieńczonym spirytusem Royal, żeby w „Outrze” w ostatni dzień roku 1999 przy głosie Macieja Orłosia uraczyć się szklanką whisky. Bardzo satysfakcjonująca klamra kompozycyjna.

Oprócz niewątpliwie ciekawej warstwy lirycznej, ogromną robotę robi tutaj Steez ze swoimi bitami. Usłyszeć popularne utwory zaaranżowane z nowym sznytem, to zawsze coś fascynującego i jeśli jest to zrobione dobrze, a obydwie części Art Brut to potwierdzają, to słucha się ich z wielką przyjemnością. Art Brut 2 to nowe życie Majki Jeżowskiej, Bandy i Wandy czy Rezerwatu, ale też hołd dla mniej dziś znanych kompozytorów takich jak Andrzej Korzyński czy Mikołaj Hertel. Styl całej płyty jest zdecydowanie unikalny i tylko potwierdza moje przekonanie, że nie ma Steeza bez Oskara oraz Oskara bez Steeza.

Dużym atutem krążka jest właśnie ta warstwa instrumentalna, dlatego dla większego rozumienia pracy jaką Steez włożył w jej wyprodukowanie oraz może przede wszystkim docenienia oryginalnych twórców zebrałem (prawie) wszystkie obecne na niej sample w jednej playliście. Myślę, że jest to idealna odskocznia od zapętlania płyty.

Ze względu na dość słabą dostępność niektórych mniej popularnych nagrań użytych w utworach na „Art Brut 2” playlista Spotify jest trochę niekompletna, ale od biedy może być. Generalnie tym razem niestety muszę zalecić YouTube.